Archiwum kategorii literatura

Sygnały uspokajające – jak psy… [Turid Rugaas]

Posted in literatura on wrzesień 8, 2009 by monsun

Jedna z klasycznych pozycji w biblioteczce człowieka interesującego się szkoleniem/psychologią psów. Sięgnąłem po nią z obowiązku, wewnętrznego.

Książka jest krótka i na temat, składa się głównie z opisów zachowań kwalifikowanych przez autorkę jako potencjalne (chociaż  na takie słowo by sobie ona raczej nie pozwoliła) CS, po czym następuje przykład z życia wzięty. Potem jest kilka paragrafów, opowiadających o rozwiązywaniu problemów z psami, a także krótki tekst o stresie u psa. Z zamieszczonej checklisty wprost wychodzi że Amper jest psem skrajnie zestresowanym, czubek po prostu – do leczenia.

Co do samych CS to nie mam większych zastrzeżeń, z samą ideą w chwili obecnej nie ma co polemizować. Ale autorka podchodzi do sprawy zbyt dogmatycznie. Nie dopuszcza swobody interpretacji niektórych zachowań. Niektóre opisy problemów i ich jednotorowych rozwiązań mnie rozśmieszają. Albo miała do czynienia z samymi uległymi i zestrachanymi osobnikami, albo nie chce się pochwalić jak działają jej metody na psach o silnej psychice, odważnych. W obu przypadkach – słabo to świadczy.

Książka z perspektywy człowieka pracującego ze/nad swoim psem 1,5 roku jest piekielnie nudna. Nie dowiedziałem się z niej chyba nic nowego.

Przy obieraniu cebuli [Grass]

Posted in literatura on kwiecień 2, 2008 by monsun

Popełniam zasadniczy błąd pisząc o tej książce, co więcej popełniłem go zaczynając ją w ogóle czytać.

Dlaczego?

Czytanie książki, która w zamyśle jest chyba podsumowaniem i opowieścią o dotąd nieudokumentowanych wydarzeniach z życia szanowanego autora – bez poznania choćby pobieżnego jego twórczości sprawia, że jestem czytelnikiem niewykwalifikowanym. Jako taki jestem upośledzony i nic mnie nie zdziwi, jeśli ja z tej książki nic nie zrozumiałem. Ale co z niej zrobiło na mnie wrażenie? Chyba patent na opowiadanie o sobie. Trzyma się trochę konwencji, którą usłyszałem jeszcze w Rypinie z ust, nieżyjącego już niestety Edwarda Walasiewicza. Jakaś taka mieszanka sub- i obiektywizmu. Trochę tak jak w życiu. Łapię się na tym, że ogólnie potrafię myśleć o sobie obiektywnie, ale w przypadkach szczególnych i na bieżąco mam skłonność zmieniać punkt widzenia na odmienny.

Ma się delikatne wrażenie, że wojna przyszła bohaterowi prosto i natuaralnie, spłynęła po nim. Nie ma w tej książce w ogóle tonu, którym zawsze mnie trochę raził w polskiej literaturze – straconego dzieciństwa. Następujący po wyjściu z obozu jenieckiego brak pomysłu na życie jest relacjonowany zadziwiająco chłodno. Nie widać jednak strachu z tym związanego. Aż do końca książki, czyli rozpoczęcia pracy literackiej – bohater wydaje się jakby wrzucony skądś do tego świata, a w nim rządzony swoimi trzema głodami…

Nie wiem, czy ująłem chociaż kawałek tego, co miałem na myśli.