Przy obieraniu cebuli [Grass]
Popełniam zasadniczy błąd pisząc o tej książce, co więcej popełniłem go zaczynając ją w ogóle czytać.
Dlaczego?
Czytanie książki, która w zamyśle jest chyba podsumowaniem i opowieścią o dotąd nieudokumentowanych wydarzeniach z życia szanowanego autora – bez poznania choćby pobieżnego jego twórczości sprawia, że jestem czytelnikiem niewykwalifikowanym. Jako taki jestem upośledzony i nic mnie nie zdziwi, jeśli ja z tej książki nic nie zrozumiałem. Ale co z niej zrobiło na mnie wrażenie? Chyba patent na opowiadanie o sobie. Trzyma się trochę konwencji, którą usłyszałem jeszcze w Rypinie z ust, nieżyjącego już niestety Edwarda Walasiewicza. Jakaś taka mieszanka sub- i obiektywizmu. Trochę tak jak w życiu. Łapię się na tym, że ogólnie potrafię myśleć o sobie obiektywnie, ale w przypadkach szczególnych i na bieżąco mam skłonność zmieniać punkt widzenia na odmienny.
Ma się delikatne wrażenie, że wojna przyszła bohaterowi prosto i natuaralnie, spłynęła po nim. Nie ma w tej książce w ogóle tonu, którym zawsze mnie trochę raził w polskiej literaturze – straconego dzieciństwa. Następujący po wyjściu z obozu jenieckiego brak pomysłu na życie jest relacjonowany zadziwiająco chłodno. Nie widać jednak strachu z tym związanego. Aż do końca książki, czyli rozpoczęcia pracy literackiej – bohater wydaje się jakby wrzucony skądś do tego świata, a w nim rządzony swoimi trzema głodami…
Nie wiem, czy ująłem chociaż kawałek tego, co miałem na myśli.