Brandvlei – Pinotage Cinsault 2008

Posted in wina on październik 28, 2009 by monsun

Musiałem to kupić, mając w pamięci Diablo Pinot Noir, które piłem w 2007/8. Od tej pory nigdy na Pinot Noir nie trafiłem. Nie mogłem przegapić takiej okazji. Tym bardziej, że była to okazja cenowa, wino z póły z nieśmiałością dobijającej się do 20 pln. Afrykańskie.DSC06629s

Po przyniesieniu tego do domu długo się zbierałem do otwarcia, chyba dwa tygodnie. Niepokoiła mnie taniość. W końcu się zebrałem i otworzyłem plajzdykowy koras. Bardzo przyjemny zapach ciemnych owoców, które jest chyba główną przyczyną mojego krótkiego zawodu, przeżytego po pierwszym posmakowaniu (oczekiwałem chyba czegoś innego). Chwilę potrwało, żebym się przekonał. Wino jest fajnie wytrawne, powiedziałbym, że orzeźwiające. Zrównoważone, przyjemnie przechodzi. W końcu jest taniczne, ale tylko tak jak potrzeba, co dobrze komponuje się w ciekawy finisz.

Belliccia – Montepulciano d’Abruzzo 2007

Posted in wina on październik 7, 2009 by monsun

Włochy po raz kolejny na tapecie. Za 3 dychy z zakrętką napój w Tesco. Przedłożyłem szansę sprawdzenia czegoś nowegoMontepulciano nad promocyjne 3 egzemplarze wypróbowanych Vina Maipo (polecam) za niecałe 50 pln.

Otwieranie nie jest przyjemne. Dwie warstwy plastikowej folii do zdarcia, śmierdzącej niemożebnie, żeby dostać się do zakrętki. Zapach przytłumiony. Kolor ciemny, trochę fioletowawy.

Pierwszy łyk kiepski. Może wino musiało dostać tlenu, a może ja wina, żeby zagrało. Jest mało garbników, szybko znikają. Smak delikatny, mocno owocowy. Po krótkim schłodzeniu wino wchodzi jak marzenie. Nic ambitnego, ale bardzo przyjemne i bez żadnego przypału.

PS. W polityce bardzo istotny dzień, który będzie miał bezpośredni wpływ na wszystkie czyhające na nas kadencje.

Transformers [Michael Bay]

Posted in film on wrzesień 23, 2009 by monsun

Zasadniczo must see współczesnego kina. Tej żenującej hollywódzkiej odmiany, ale jednak. Nie jesteśmy samotnymi wyspami. Wychowałem się na kreskówkach o Transformersach, więc na upartego miałbym pretekst żeby to obejrzeć.

Dobra, w skrócie co o tym filmie sądzę.
Zero. Fabuły w filmie nie ma. Zaczyna się od rozpierduchy, rozwija w kierunku ratowania świata. Znalazł się oczywiście wszechobecny wątek kosmitów, o których wiedział rząd US, a którą to wiedzę krył przed światem.  Same sceny akcji są fajne, naprawdę przyjemnie się je chwilami ogląda. Ale film wart jest nic. Nie ratuje go nawet zjawisko nazywane w kulturze popularnej Megane Fox. Może po prostu już jestem za stary, żeby oglądać film dla kilku epizodów z ciekawą panienką. Poczucie humoru – żadne.

Jeden fajny, chociaż pretensjonalny tani tekst: Nie uczymy ich przegrywać.