Grzanie w banie

Posted in Amper, varia on Styczeń 23, 2010 by monsun

Tym razem nie ma żartów. Zima złapała za jajca. Tak się składa, że ja Ampera również postanowiłem złapać za klejnoty i wracamy z nim do przepracowania podstaw, z którymi pojawiły się problemy. Małe efekty widać, mam nadzieję, że tendencja się utrzyma. Ja też mam coś do poprawienia w swoim prowadzeniu, wręcz potrzebuje do tego pomocnika-wychwytywacza. Jest co robić.

W taki dzień po treningach trzeba się ogrzać, do czego zakupiony został Grzaniec Nadwiślański (z braku Galicyjskiego). Specyfik składa się z wina wiśniowego i cukru, i chemii. Nie wiem czy daje radę (ale chyba klepie), bo ja się ogrzewałem tak jak zawsze, czyli zimnym piwem. Czeskim. Ale chyba nie ma za bardzo czym się wzniecać, ani co polecać.

Sutter Home – Zinfandel 2008

Posted in wina on Styczeń 5, 2010 by monsun

Trzeba sobie radzić i próbować rzeczy, które zwykle by nas może nie przyciągały. Średnio lubię Amerykę i nigdy nie kojarzyła mi się z dobrym winem. Ale zdecydowałem się na eksperyment i spróbowanie standardowego amerykańskiego Zinfandela z półki do 30 pln.

Sutter Home piłem już kiedyś, było z odmiany Merlot i nie było złe. Moje doświadczenia natomiast z Zinem ograniczają się do wypicia kiedyś butelki Zinfandel Rosé (chilijskiego lub amerykańskiego). Tamten Zin jak przystało na Rosé – wchodził jak soczek. I jak to różowe – nie pozostawiał po sobie żadnej ciekawszej nuty. Służył po prostu do popijania, filozofowanie przekładając na kiedy indziej.

Zapach z lampki jest trochę pierny, a może to zioła albo – jak to pięknie określają znawcy win – ziemia. W ustach wino jest trochę kwaśne. Po pierwszym łyku twierdziłem, że z tego powodu nie wezmę go już do gęby. Ale się przełamałem. Wino dostało powietrza, a ja spróbowałem ponownie. Kwaśność przyćmił trochę aromat czerwonych owoców. A potem.. nic. Wino nie odgrywa żadnego zakończenia. Po momencie przełknięcia, kiedy czuje się słabe taniny cały aromat ginie, trzeba sięgać po kolejny łyk. Pozostawia w ustach tylko aromat jeżyn. Ale nie zmienia to faktu, że kończy się bardzo szybko i jest takie jakby trochę niewyraźne. Rzec można chyba, że ubogie. Z drugiej strony jest płynne.

Po kiepskim pierwszym wrażeniu było już tylko lepiej. Przekonuję się, że coś w tym winie jest, czymś smakuje, coś przywodzi na myśl. Ale to nie jest odmiana, do której będę często wracał. Na pewno kiedy znowu będę chciał spróbować Zinfandela, to kupię go z etykietą jakiejś innej winnicy. To co dziś wypiłem mnie trochę zaskoczyło i trzeba by się przekonać, czy w innym wydaniu również będzie takie odległe od tego, czego się spodziewam.

Canaletto – Montepulciano d’Abruzzo 2006

Posted in wina on Styczeń 5, 2010 by monsun

Krótko będzie, bo piszę po fakcie. Znośny winiak w umiarkowanej cenie. Inny niż opisywany wcześniej Belliccia – cięższy na podniebieniu. Ale ten też nie ma długiego finiszu i w sumie należy do takich popijaków wieczornych, które nie wymagają baraniny. Dobrze zniósł jedną dobę w lodówce. Dopijany dzień później był nadal fajny i bez śladu kwasu.

Na stronie producenta